20 lipca 2015

Babimost: ILS jest, teraz czas na terminal. I nowe linie

Babimost – najmniejszy port lotniczy w Polsce, wokół którego wciąż krążą pytania dotyczące zasadności jego istnienia. Na przekór wszelkim sceptykom, port konsekwentnie realizuje proces inwestycyjny, który ma go podnieść z lotniczego dołka i sprawić, że wkrótce pasażerowie odlecą stąd w dowolne miejsce na świecie. W ubiegłym roku pojawił się tu długo wyczekiwany system ILS. W tym – trwa rozbudowa terminala.
 
System naprowadzania samolotów w trudnych warunkach atmosferycznych – ILS, działa na lotnisku w Babimoście od ubiegłego roku. To miała być inwestycja, która przyciągnie do portu przewoźników. Póki co ląduje tu jedynie jedna linia – i to dzięki sporym dopłatom. To Sprint Air, realizujący loty do Warszawy. W sumie na lotnisku obsługiwany jest ruch na poziomie 12 tys. pasażerów rocznie.

ILS miał przyciągnąć nowe linie ale póki co – tak się nie stało. Choć, jak przyznają samorządowcy, to nie do końca prawda, bo dzięki temu, że w Babimoście działa już ILS, możliwe było lądowanie tu wojsk NATO. Pojawienie się systemu na lotnisku region zawdzięcza Bożenie Bukiewicz, szefowej lubuskiej Platformy Obywatelskiej.

Wraz z końcem czerwca na lubuskim lotnisku ruszyła budowa nowej hali przylotów. Inwestycja ma potrwać do 12 września i pochłonąć nieco ponad 3 mln zł. To ostatnia inwestycja w infrastrukturę na lotnisku w Babimoście, która ma uatrakcyjnić lotnisko nie tylko dla pasażerów, ale też potencjalnych przewoźników. Na tych ostatnich port bardzo zresztą liczy przy okazji remontu poznańskiego portu lotniczego. Gdyby linie zdecydowały się na przeniesienie na ten czas operacji lotniczych właśnie do Babimostu, może przekonałyby się, że infrastruktura lubuskiego portu daje sobie radę. Tyle tylko, że o tym, gdzie wylądują samoloty, na co dzień lądujące w Poznaniu, zdecydują wyłącznie przewoźnicy. A ci, najczęściej w alternatywie do stolicy Wielkopolski (gdy ta ma problemy np. z widocznością na pasie) wybierają Bydgoszcz.

Sytuacja Babimostu – najmniejszego lotniska w Polsce, obsługującego ruch na takim poziomie, że marzenie o rentowności w przeciągu najbliższych dziesięcioleci wydaje się tu wyjątkową abstrakcją, w ogóle nie odstrasza innych samorządowców, którzy śmiało realizują swoje lotniskowe ambicje. Port Lotniczy Radom, Port Lotniczy Olsztyn – Mazury czy będący wciąż w planach Port Lotniczy Kielce to tylko trzy przykłady z brzegu, które pokazują, z jaką skalą problemu mamy do czynienia. W Polsce mamy dziś 14 portów lotniczych. Tylko połowa z nich obsługuje ruch na poziomie przekraczającym 1 mln pasażerów obsługiwanych w ciągu roku. To granica rentowności, o którą walczą pozostałe lotniska. Taka, do której wielu polskim portom wciąż wyjątkowo daleko. W całej Europie nierentowne lotniska stanowią 80 proc. całości.