23 lutego 2012

Sens i celowość zaleceń profilaktycznych PKBWL cz. II

Jak funkcjonuje audyt i kto go przeprowadza, jakie są jego efekty i gdzie w tym wszystkim mieści się działalność PKBWL? Co o wykonywaniu zaleceń mówią przepisy i jak są one egzekwowane…? O tym i nie tylko - w drugiej części artykułu o celowości wydawania przez PKBWL zaleceń profilaktycznych…
 
 
Audyt

Jednym z elementów prowadzenia audytu, które przeprowadza prezes ULC, jest sprawdzanie stanu bezpieczeństwa w danej firmie. W dużej mierze o rzetelności i skuteczności audytu decyduje kwestia jego organizacji i przygotowania. W przypadku zewnętrznych firm audytujących, zwykle sytuacja wygląda tak, że zatrudniane są one przez podmiot, który chce być sprawdzony, w celu stwierdzenia jaki jest stan (poziom) realizacji właściwych przepisów w danej firmie i co ewentualnie należy zmienić. Audyt wykonany na zlecenie często nie jest miarodajny, ponieważ pewne wrażliwe dla podmiotu zlecającego go obszary mogą być świadomie pominięte. Audyt w rozumieniu PKBWL nie jest kontrolą, a jedynie wskazaniem rzeczy koniecznych do weryfikacji.

Zgodnie z przepisami Unii Europejskiej, całkiem niedawno wprowadzono wspomniane wcześniej, nowe zasady monitorowania zaleceń profilaktycznych. Po sporządzeniu raportu końcowego, zalecenia z tego raportu przesyłane są do określonego adresata, któremu od tego momentu przysługuje okres 90 dni na przesłanie informacji, jakie działania podjął czy też dlaczego ich nie podjął lub nie ma zamiaru podjąć. Z nowoprzyjętego systemu wynika, że adresat jest zobowiązany do udzielenia informacji, natomiast nie jest zobligowany do wprowadzenia zalecenia. Po otrzymaniu odpowiedzi, PKBWL ma 60 dni na przeanalizowanie tej informacji i przedstawienie swojego stanowiska w tym zakresie - czy zgadza się z uzasadnieniem, czy też nie. Na tym rola Komisji się kończy. Nie ma ona narzędzi do tego, by egzekwować jakiekolwiek działania lub kogokolwiek w tym zakresie kontrolować. Założenia te są zgodne z podziałem kompetencji pomiędzy podmiot prowadzący badanie (komisja), a podmiot prowadzący nadzór nad bezpieczeństwem w lotnictwie cywilnym (prezes ULC).

Przepisy

Czyli odpowiedzialność za działania naruszające zasady bezpieczeństwa. Obecnie obowiązujące przepisy karne są często negatywnie oceniane ze względu na ich nieadekwatność i nieproporcjonalność w stosunku do faktycznego naruszenia poziomu bezpieczeństwa. Sprawiają one, że w praktyce każde niewłaściwe działanie z automatu może zostać uznane za przestępstwo. Wydaje się, że rozwiązaniem poprawiającym ten stan mogłoby być wprowadzenie systemu mandatowego za wykroczenia w ruchu lotniczym. Być może, jeśli ktoś złamałby przepisy ruchu lotniczego, przeleciał strefę zakazaną, dostać powinien np. 500 zł mandatu i/lub punkty karne. Odrębnie powinno być przeprowadzone badanie w kierunku ustalenia przyczyn i okoliczności oraz zaleceń profilaktycznych. We Francji, ulegając wypadkowi np.: na paralotni, można się spotkać z sytuacją, że w pierwszym momencie otrzymuje się od żandarmerii mandat za sprowadzenie zagrożenia i spowodowanie wypadku w ruchu lotniczym, a dopiero potem sprawą zajmuje się organizacja badająca tego typu zdarzenia. Art. 212 mówi, „Kto narusza przepisy ruchu lotniczego obowiązujące w obszarze, w którym lot się odbywa podlega karze pozbawienia wolności do lat 5” Zgodnie z tym zapisem, za jakiekolwiek wtargnięcie w rejon CTR-u grozi 5 lat więzienia na szczęście (czy nieszczęście), w praktyce nikt tego przepisu nie egzekwuje - tym samym można uznać, że jest on martwy. Odpowiedź na pytanie dlaczego naruszenia przestrzeni dość często nie podlegają karze, pozostaje bez odpowiedzi. Być może wynika to właśnie z nieadekwatności i nieproporcjonalności kary w stosunku do takiego naruszenia. Według członków komisji, do tej pory prawdopodobnie nie orzeczono ani jednego wyroku skazującego z tegoż artykułu z powodu - z czym trudno się nie zgodzić - absurdalnie wysokiej kary. Może więc warto stosować wspomniany wcześniej system mandatowy, adekwatny do wykroczenia, ale jednocześnie bardziej skuteczny.

W chwili obecnej, według PKBWL, poważny problem stanowi lądowanie pilotów poniżej swoich minimów oraz brak raportowania takich zdarzeń z obawy przed odpowiedzialnością.

Wydawanie zaleceń bezpieczeństwa jest jak najbardziej uzasadnione, ale bardzo dużo zależy od organizacji, która ma te zalecenia realizować, sposobu rozumienia przez nią wielu rzeczy i staranności we wprowadzaniu tych zaleceń lub tworzeniu pewnych standardów. To, że praktyka odbiega czasem od ideału, wynika często z faktu unikania odpowiedzialności i niechęci ludzi do przyznawania się do błędów. Niestety, w rozumieniu wielu odbiorców, poprawianie tego, co już się stworzyło jest w pewnym sensie przyznaniem się do błędów. To także mylne przekonanie, że jakiekolwiek problemy mogą dotyczyć innych, ale z pewnością nie mnie. Każdy wypadek, czy też incydent jest swego rodzaju doświadczeniem. Może warto czasami zastanowić się głębiej nad tą kwestią. Czy instruktor po popełnieniu błędu podczas szkolenia, kwalifikuje się do usunięcia z danego ośrodka szkoleniowego? Z punktu widzenia odpowiedzialności - zapewne tak, ale z punktu widzenia profilaktyki - z pewnością nie, ponieważ to właśnie on jest bogatszy o pewną wiedzę i doświadczenia. Nie wszyscy zasługują na drugą szansę, ale czasem warto jednak ludziom jeszcze raz zaufać. Nie wolno zapominać, że człowiek jest częścią systemu i dzięki niemu, a w zasadzie dzięki zdobytemu przez niego doświadczeniu, może uczyć się cały system. Codzienność sama weryfikuje pewne rzeczy, a my zbyt mało czasu poświęcamy edukacji, a zbyt dużo straszeniu odpowiedzialnością.

Paweł Kralewski

Tekst powstał przy współpracy Pani Agaty Kaczyńskiej, Sekretarz PKBWL

źródło: dlapilota